"Na dworze goździkowego króla. Polskie formy komiksowe w kontekście europejskim od wieku XV do roku 1914. Historia popularna"

AUTOR: Paweł Chmielewski

FORMAT: 275x210

LICZBA STRON: 500 + 14

LICZBA ILUSTRACJI: 288

OKŁADKA: Kolor, karton, laminowana

AUTOR OKŁADKI: Jerzy Ozga

ŚRODEK: czarno-biały, papier EccoBook, egz. pakowane w zabezpieczającą folię termokurczliwą

WYDAWCA: Stowarzyszenie Twórcze "Zenit", Magazyn Kulturalny "Projektor"

PATRONAT: Muzeum Komiksu (Kraków)

ZAKUP: https://wspieram.to/gozdzik

Kontakt: projektorkielce@onet.eu

 

 

 

Fragment książki:

"Gdy na długim, być może wytartym od spodu, lecz błyskającym niezwykłym kontrastem purpury i dyskretnego szmaragdu dywanie, stanął u stóp wysokiego tronu, przybysz z dalekiego i cokolwiek mroźnego kraju, nikt jeszcze nie wiedział, że ten elokwentny, pogrążający się niekiedy w melancholii rówieśnik Mickiewicza (jak usiłował dowieść będąc kilka lat starszym od poety), otrzyma siedem lat później honory i zaszczyty o jakich nie marzył nigdy cudzoziemiec. Tymczasem na – sięgającym nieomal sufitu (lub tak przynajmniej się zdawało obecnym) – złoconym krześle, w zastępstwie swej, już wtedy poważnie chorej, królewskiej małżonki, zasiadał Ferdynand II Koburg (1816-1885), mężczyzna o długiej, pociągłej twarzy okolonej brodą i fizjonomii zdradzającej pokrewieństwo z carami Rosji. Do tej twarzy i niewątpliwych więzów rodzinnych z dynastią w Petersburgu jeszcze wrócimy. I choć jego płaszcz nie nęcił wcale podbiciem w kolorze krwawnika, a władca nosił – na podobieństwo wielu współczesnych książąt krwi – mundur przepasany wstęgą z najwyższym orderem państwowym, to pozornie znudzony wzrok Ferdynanda wzbudzał niepokój.

Przybysz z tej dalekiej krainy, gdzie – jak głosi legenda – niedźwiedzie o śnieżnobiałej sierści przechadzają się ulicami wśród błota, a w czasie nader częstych nawałnic z nieba spadają żaby, nosił w podróżnym bagażu sporych rozmiarów tekę, zawierającą dwadzieścia olbrzymich rycin. Dziś moglibyśmy je nazwać adaptacją komiksową lub ze względu na narracyjny (oraz rysowniczy rozmiar) powieścią graficzną. Był to zarazem powód do dumy, jak i nieustanne źródło cierpień autora. Kilkanaście lat katorżniczej pracy spotkało się z wyniosłym milczeniem krytyków, złośliwym uśmieszkiem przyjaciół-artystów i obojętnością rodaków.
Tymczasem słuchając długiej litanii tytułów, nieobecnej ciałem, lecz wciąż rzucającej dyskretny cień władzy infantki Marii II (1814-1853), królowej Portugalii, księżniczki Brazylii i Grão-Pará etc., etc. z dynastii Braganza, nasz bohater dyskretnie usiłował rozpoznać przyjaciół i wrogów wśród setki zgromadzonych w największej sali letniego pałacu w Sintrze. Wśród nich zwrócił jego uwagę pewien – ubrany na modłę dworzan z portretów Diego Velasqueza (1599-1660) – młody artysta, z wyraźną i niezmywalną plamą tuszu między serdeczny a małym palcem lewej dłoni. To Caetano Maria Batalha (1810-1881), królewski rysownik, którego przybycie tego Polaka, biegłego w wielu technikach graficznych, poprzedzanego nie tylko paryską sławą, ale i listem polecającym, wprawiło w nastrój daleki od równowagi. Sam list był prawdopodobnie sfałszowany, lecz perspektywa, że to właśnie ten cudzoziemiec zyska status nadwornego kartografa i nauczyciela rysunku następcy tronu, wzbudziła strach w sercu Batalhii. Od wielu miesięcy nie mógł ukończyć akwafort do „Luzjad” Luísa Vaz de Camõesa (1524-1580), a ten „paryski” Polak już wzbudził podziw planszami, które nie tylko wypełniały tłumy przedziwnie ubranych rycerzy, wyruszających na wojnę gdzieś na węgierskie stepy, ale i dziwacznym tekstem, który widniał pod każdym z obrazków.
Pierwszy grafik portugalskiego króla nie krył irytacji, tymczasem Jan Nepomucen Lewicki (1795/?-1871) – bo on był tym przybyszem z dalekiej, mroźnej krainy - wspominał malutki, tonący w glinie Osiek na zapadłej świętokrzyskiej prowincji, skąd wyrwał się w dzieciństwie i którego nigdy nie wymieniał – nawet w rozmowach z serdecznymi przyjaciółmi – patrząc na młodego Caetano podjął decyzję. Nie uratują go wymuskane i pełne szczegółów rysunkowe plansze według wspomnień sarmackiego szlachcica. Już wie, że będzie musiał przydać splendoru swej rodzinie i stać się młodszym od Batalhii, który – przy odrobinie szczęścia – mógłby uchodzić nawet za jego syna.
Tydzień później z przyczernioną brodą (i czupryną, który to nawyk pozostanie mu do końca pobytu na dworze Braganzów) przedstawiać się będzie, jako rodowity mieszkaniec Warszawy, a jako datę narodzin poda rok 1813."

 

 

_________________________________________________________________________________________________________

"Projektor - kielecki magazyn kulturalny"

Paweł Chmielewski (redaktor naczelny)
Wydawca: Stowarzyszenie Twórcze "Zenit", ul. Zbożowa 4 lok. 11, 25-416 Kielce  www.zenit.org.pl

ISSN 2353-1037


Kontakt: projektorkielce[at]onet.eu   lub  605 343 341

Copyright by Stowarzyszenie Twórcze "Zenit".

Kopiowanie treści bez zezwolenia wydawcy jest naruszeniem ustawy o prawach autorskich.